Ciasta i ciasteczka | Kuchnia | Slider

Muffiny dyniowe doskonałe!

W sezonie dyniowym pieczemy je w naszym domu non stop. Są puszyste, delikatne, baaardzo smaczne. W zależności od upodobań, można je doprawić przyprawą piernikową, lub pozostawić zupełnie bez niczego, w takiej podstawowej wersji dyniowej. Smakują i tak i tak :) Można po upieczeniu polać je czekoladą, albo posypać cukrem pudrem albo nie robić z nimi nic i tak znikną. Są to bardzo smaczne muffiny, które polecam wszystkim wielbicielom dyni.

Muffiny dyniowe doskonałe

[przepis]

(na 12 muffinów)

160 g mąki

120 g cukru brązowego

łyżka cukru waniliowego

łyżeczka proszku do pieczenia

1/3 łyżeczki sody

łyżka przyprawy piernikowej (opcjonalnie)

2 jajka

120 ml oleju

200 g upieczonej i zmiksowanej na puree dyni

Dodatkowo masło i bułka do wysmarowania formy

[/przepis]

  1. Do miski wsypać mąkę, cukier brązowy i waniliowy, proszek do pieczenia, sodę i przyprawę piernikową, wymieszać.
  2. Do drugiej miski wbić jajka, dodać olej i puree z dyni. Krótko zmiksować do połączenia składników.
  3. Stopniowo dodać mieszankę suchych składników, wymieszać, aż się połączą metalową łyżką – nie miksować.
  4. Formę do muffinów wysmarować masłem, wysypać bułką.
  5. Przełożyć ciasto i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 st.C. Piec ok. 25-30 minut, aż patyczek wbity w ciasto będzie suchy. Smacznego :)

avatar Beata Lipov

Dziennikarka, zawodowo piszę i fotografuję. Na zamówienie urządzam wnętrza, przeprowadzam metamorfozy, robię coś z niczego, inspiruję i motywuję kobiety, prowadzę warsztaty kulinarne, craftowe i fotograficzne. Założyłam i niezmiennie z przyjemnością piszę blog Lawendowy Dom.

Zapraszam

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witam! No więc moje nie wyszły, niestety, tak pięknie żółte :-( Dodatek brązowego cukru i cynamonu chyba zniszczył efekt, mimo pomarańczowożółtego puree z dyni. No i mimo, iż cukru dałam mniej, niż w przepisie, babeczki wyszły dużo za słodkie! Poza słodyczą nic nie czuć – a nie o to nam chodziło… Następnym razem mocno zmodyfikuję przepis ale konsystencja końcowego produktu na tyle fajna, że warta tych następnych razów ;-)

Byłam sceptycznie nastawiona, a efekt końcowy- wow! Dałam bardzo brązowy cukier, w dodatku zbrylony, który po upieczeniu dał słodkie wilgotne łatki :) dzięki!