#poradnik zakupowy. Liberty Dress i sześć innych sukienek Risk made in Warsaw moim okiem

2 stycznia 2020, 15:15 | Moda i uroda | 6
#poradnik zakupowy. Liberty Dress i sześć innych sukienek Risk made in Warsaw moim okiem

Od czego by tu zacząć? Najlepiej od plusów, bo ubraniowa marka Risk made in Warsaw posiada ich sporo. Gdy pojawiła się na naszym rynku w 2011 roku zrobiła z miejsca furrorę. Dresówki nie tylko do domu, ale też do pracy, na randkę i na przyjęcie, czy to możliwe? Przez lata Risk ewoluował, co jest naturalne. Obecnie w riskowych zasobach znajdziemy ubrania eleganckie, doskonale zaprojektowane, starannie uszyte, w fasonach na różne kobiece figury i okazje. Bo Risk to pochwała kobiecości i to uważam za ogromny plus. Kolejnym jest produkcja powierzona rodzimym szwalniom. Każdy produkt w sklepie ma oznaczone pochodzenie. Patrząc na zdjęcia sklepu internetowego można odnieść wrażenie, że bez względu na wagę, wiek i tzw. warunki w riskowych projektach zawsze wygląda się pięknie, zmysłowo, kobieco i naturalnie.

I tu zaczynają się schody

Zapewne tak, wiele kobiet w riskowych kreacjach będzie wyglądać zjawiskowo. Ale wiele niestety nie. Jako samozwańczy pies gończy polskich producentów odzieży przyglądam się projektom krytycznym okiem. Nie po to, aby krytykować, ale po to, aby pomóc Wam w wyborze, jeśli nie mieszkacie w Warszawie i nie macie do stacjonarnego sklepu na Szpitalnej blisko. Ja mieszkam, ale i tak mam daleko i zwykle tracę ok. 40 minut na poszukiwania miejsca do zaparkowania. Ale do rzeczy.

Siedem sukienek moim okiem

Liberty Dres – to mój wybór. Skromna, ale z pazurem. Długi rękaw, dekolt w szpic, rozporek z przodu, fason delikatnie dopasowany, nie widać wałeczków, nie trzeba być ciągle na wdechu, W pasie gumka, nie ciśnie, pięknie formuje talię. Materiał nie przykleja się do ciała. Dekolt z suwakiem początkowo uznałam za wadę. Ale daje niezwykłe możliwości. Bo dekolt może być codzienny, skromny, do pracy i na zakupy. Gdy suwach rozsuniesz o 3 cm robi się gorąco. Kiecka idealna na randkę, do teatru, na imprezę i na spacer.

Maria Antonina – byłam w niej zakochana. Ale mi przeszło. Sukienka jest przepiękna, Ma wszystko o czym marzę: cudowny dekolt, wysmuklające okolice talii i zmysłowy rozporek. Prosta i na luzie. Ale po przymiarce zapał gaśnie. Dekolt jest głęboki. Zwykle mi to nie przeszkadza, ale tu właściwie miałabym wrażenie, że każdy, ale to każdy, zamiast w moje oczy patrzyłby mi w biust. No i długość. Kocham kiecki maxi, ale tu nawet z obcasami sukienka zamiata podłogę.

Dreamgirl – och, jak mi się ten fason podoba. Coś pięknego, cudownie zmysłowego. Za kolor dark petrol dałabym się pokroić. I w zasadzie jest to mój wybór nr 2, srebrny medal. Przepiękny kopertowy krój, który można precyzyjnie dopasować do osobistych warunków. Zamaszysty dół, ale talia ładnie podkreślona, nie dodaje kilogramów. Jedyna wątpliwość dotyczy tkaniny. Według mnie jeśli nie jesteś wiotkim szczypiorkiem, to może pojawić się problem, gdyż cieniutka struktura pokazuje każdy nawet najmniejszy mankament, typu wałeczek od stanika, gumka od rajstop itp.

Forget Me Knot – dostępna w wersji welurowej lub zwyklej. Nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w temacie tego cuda. Bardzo przyjazny fason, wydłuża szyje, ładnie formuje biust, dobrze się układa w okolicach talii. Ale uwaga na rozmiarówkę. Zwykle wybieram w Risku M, ale tu rękawki okazały się podejrzanie wąskie, a w biuście rozpaczliwie brakowało przestrzeni. Brakuje mi też większego wyboru kolorów. Ani z welurową zielenią, ani z ostrą czerwienią nie jest mi po drodze. Poczekam cierpliwie, może pojawi się jakiś granat.

BelliSsima – cudowna na modelce, ale na mnie nie. Spektakularny dekolt rozprawił się z moim biustonoszem, bezwzględnie obnażając ramiączka. Ale na szczuplakach z małymi biustami będzie wyglądać pięknie. Bellissima ma klasę i styl, trzeba dysponować jeszcze odpowiednią figurą i będzie ok.

Życie To Scena – wiele sobie po tej sukience obiecywałam, tym bardziej, że dark petrol to kolor, który bardzo lubię. Kusił piękny rozporek eksponujący nogi i niebanalna góra. Niestety u mnie nie zagrało. Czułam się przytłoczona górą sukienki, która niestety na mojej sylwetce z pełnymi piersiami nie zadziałała. Aż dziwne, ale po raz kolejny przekonałam się, że zdjęcia i realia niewiele mają ze sobą wspólnego.

Najpiękniejsza – nazwa zobowiązuje, ale ja podskórnie czułam, że nie jest to sukienka dla mnie. Fason cudowny, rozkloszowany, elegancki i bardzo kobiecy. Niestety większy biust wygląda w najpiękniejszej jak dwie rakiety kosmiczne. Dość cienka tkanina obnaża wszelkie mankament z tyłu.

Jestem ciekawa, jakie Wy macie doświadczenia z riskowymi ubraniami. Czekam na Wasze komentarze.

Beata Lipov

Ponoć mówią, że jestem najbardziej zakręconą 40-to latką w Polsce. Tysiąc pomysłów na minutę to moja specjalność. Gotuję, prowadzę warsztaty, biegam, wyciskam poty na siłowni, piszę książki, spotykam się z czytelnikami, motywuję dziewczyny takie jak Ty do dbania o siebie i zdrowszego, piękniejszego życia. Lawendowy Dom to także Twój dom.

Zapraszam
Beata Lipov

Komentarze

6 odpowiedzi na “#poradnik zakupowy. Liberty Dress i sześć innych sukienek Risk made in Warsaw moim okiem”

  1. Renata pisze:

    Tak, pamiętam pedardę jaką był risk (i jest nadal), ale ja nie lubię dzianin, nie lubię dzianin na sobie, właśnie za to, że obnażają wszelkie niedostatki figury. Dziewczyny z idealnymi figurami jak najbardziej, ale ja nawet w czasach największej świetności nie lubiłam dzianinowych sukienek, czułam się obklejona. Dlatego riskowi mówię nie.

  2. SylwiA pisze:

    Kochałam starego dresowego Riska. Teraz niestety poziom cen przekroczył moje możliwości. Fasony też już na moją pulchniejszą niestety figurę nie bardzo. Dlatego poluję na świetlistoszare egzemplarze ze starszych kolekcji.

  3. hanna pisze:

    Mały biust w najpiękniejszej też źle wygląda, materiał dosłownie wisi. Sukienka po prostu jest źle skonstruowana.

  4. Izabela pisze:

    Mam 158 cm wzrostu, a sukienki oczywiście piękne, ale na wysokie dziewczyny.

  5. Kasia pisze:

    Zamówiłam przepiękną czerwoną jakiś czas temu, krój taki, że powinien komplementować moją sylwetkę.
    Niestety oklejacz straszny. Cieniuteńka dzianina klejąca się do ciała i wszystkiego. Biust w niej – monstrualny, nie wiem dlaczego, bo krój teoretycznie dla biuściastych. Bardzo wielki zawód i ogromna różnica pomiędzy zdjęciem a sukienką na mnie.
    Rękawki wąziutkie.

    Moim zdaniem ta granatowa sukienka też nie jest najlepszym wyborem. Nie raz wyglada Pani o niebo piękniej.

    Mam natomiast zielony dzianinowy żakiet z riska i lubię gl bardzo.

  6. Kasia pisze:

    Natomiast jest tam b miła obsługa. Zastanawiam się, czy oni wiedzą o tych mankamentach dla wielu kobiet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *